czwartek, 1 lutego 2018

DROGA NA SKRÓTY (?)

Dostaję od Was maile z zapytaniem, które pojawia się ostatnio dość często: „Mam słabe ręce. Może poszłabym na siłownię, aby je trochę wzmocnić? Popracowałbym ze sztangą? Porobiłbym pompki?” Moi Drodzy. Cieszę się, że jesteście ambitni i chcecie aby Wasze ciało było silne i mogło wykonywać wszystkie pozycje. Ale jeśli pytacie mnie o zdanie, to jest ono następujące..


Jak wiecie joga to nie tylko asany, to także ścieżka samorozwoju. Nie spodziewałabym się po sobie, że na pierwszych zajęciach założę nogę za głowę skoro nigdy w życiu wcześniej tego nie robiłam. Ale dzięki temu, że praktykuję jogę regularnie mogę lepiej ocenić swoje możliwości: gdzie jestem bardziej spięta a gdzie rozluźniona, gdzie mam mniejsze i większe zakresy oraz które pozycje wymagają ode mnie nadludzkiego wysiłku a w które wchodzę jak w masełko. To jest proces, który nie trwa kilka tygodni czy miesięcy. To proces, który trwa całe nasze życie, tak długo jak będziemy wchodzić na matę. Oczywiście można „wzmacniać się” jeśli ktoś ma taką potrzebę poza salą do jogi, ale moje pytanie brzmi wtedy: „Po co?” Bo jeśli zależy nam na zrobieniu jednej konkretnej asany, to jest to nasze ego, a nie joga. A  jeśli zależy nam na samorozwoju to ja rekomendowałabym codziennie wchodzić z pokorą na matę. Tak wiem, że nie jest to łatwe, ale uwierzcie mi, w jodze NIE MA DROGI NA SKRÓTY. Ani na siłowni, ani na innych fitnesowych zajęciach nie przerobimy tego czego potrzebuje nasze ciało.. I myślę, że moment kiedy to sobie uświadomimy i zrozumiemy, będzie to przełomowy moment w naszej praktyce. Odrzucimy bowiem wtedy nasze ego i będziemy praktykować jogę z radością nie oczekując spektakularnych rezultatów, tylko ciesząc się tym  co jest nam dane tu i teraz…
Na dzisiejszym zdjęciu robimy Vasisthasane ( uproszczoną) . Pamiętam, że dawno, dawno temu nie cierpiałam tej pozycji. To był jakiś kosmos. Uważałam, że mam słabe ręce, które trzęsły mi się jak galareta kiedy tylko pomyślałam o tej asanie nie wspominając co siedziało jak w niej byłam i jeszcze miałam podnieś nogę do góry i się za nią złapać. I jak obserwuję, wielu z moich Uczniów ma podobne odczucia. Ale z czasem akceptujemy to drżenie, ciśnienie, napięcie, oddychamy i jak widać na załączonym obrazku tylko tyle wystarczy…
Serdeczności
Miss Joga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz