wtorek, 6 czerwca 2017

NAUCZYCIEL & UCZEŃ


Relacja między uczniem i nauczycielem jogi jest bardzo specyficzna. A piszę to zarówno z perspektywy Ucznia jak i Nauczyciela. Nie wiem czy wiecie jak to wyglądało dawno temu kiedy jeździło się pobierać nauki do Indii, do wielkich Guru  B.K.S Iyengra czy K. Pattabhi Jois’a. Tam uczeń wchodził na matę kiedy Nauczyciel mu pozwolił i praktykował tylko to, na co Nauczyciel mu pozwolił. Nie zadawało się żadnych pytań, nie wchodziło się w dyskusje, dywagacje, nie opowiadało się o tym, że w nocy się źle spało i coś strzela w szyi lub znowu boli lędźwiowy ;) Wtedy tylko praktykowało się jogę i doświadczało zaszczytu możliwości pobierania nauk od swojego Guru. Oczywiście przez dekady relacja ta ewaluowała i sami doskonale wiecie jak wygląda ona dzisiaj ;) Jednak to co się nie zmieniło pod wpływem czasu, to moim zdaniem są to dwie kwestie: szacunek do Nauczyciela i intymność relacji. Nie boję się użyć tego słowa, ale to jest w jakimś stopniu relacja intymna. I to nie dlatego, że mamy ze sobą bliski kontakt fizyczny. Nauczyciel przecież dotyka naszych ramion, bioder, dłoni, twarzy, ud, pośladków (jak trzeba;) aby skorygować asanę. Ale z uwagi na aspekt psychiczny. Moi uczniowie mówią mi o wielu bardzo osobistych rzeczach mających wpływ  na ich praktykę, począwszy od sytuacji w domu, problemach w pracy czy staraniach o dziecko. Mają do mnie na tyle zaufania, że w jakimś stopniu uważają to za ważne, abym wiedziała dlaczego ostatnio byli właśnie w takiej a nie innej dyspozycji na zajęciach. 
Ja też mogę wtedy odpowiednio zareagować i dostosować asany do stanu emocjonalnego ucznia (czasami wolę położyć taką osobę do relaksów, aby się wyciszyła, niż wymagać od niej intensywnej ścieżki zdrowia - kto jej jeszcze nie zna, na pewno wkrótce pozna ;) To się nazywa indywidualne podejście, bo każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby i emocje. Cel mamy wszyscy ten sam, ale jest wiele dróg którymi można do niego dojść. I jak mówi stare przysłowie: „Guru tylko nam pokazuje w którym należy iść kierunku, ale drogą podążasz już sam…” 
Wczorajsza sesja wygięć trwała 4,5 godziny non-stop! 🙈Miało być tylko 3, ale się Dylanowi przedłużyło 😂😂 Przez cały ten czas ani razu nie spojrzałam na zegarek, nie zastanawiam się jak bardzo jestem głodna (chociaż na śniadanie zdążyłam wypić tylko małą kawkę) za to miałam jedno nieodparte uczucie. Byłam przekonana jak nigdy wcześniej, że jestem dokładnie tam gdzie powinnam być w tym momencie i sprawiało mi to przeogromną radość. Jako uczeń mogę powiedzieć tylko jedno… Jestem wdzięczna losowi, że miałam przywilej uczyć się u tak wysokiej klasy Nauczyciela jakim jest Dylan Werner. I jeśli kiedykolwiek, gdziekolwiek będziecie mieli możliwość skorzystać z jego lekcji, to nie zastanawiajcie się ani przez moment. Reprezentuje on bowiem klasę samą w sobie.
Dzisiaj życzę Wam, abyście na swojej jogowej ścieżce znaleźli Nauczyciela, który usatysfakcjonuje Was w 100%. Nie 98 czy 99. Ma być równe 100! Jeśli macie jednego, ale nie jesteście przekonani, chodzicie po różnych szkołach jogi, szukacie, porównujecie, tzn, że to nie jest jeszcze ten. Bo jak GO znajdziecie to nie będziecie mieli cienia wątpliwości, że jesteście we właściwym miejscu, czasie i z właściwym Nauczycielem… 
Ja już swojego znalazłam, a Ty?
Miss Joga

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza