czwartek, 3 września 2015

PŁACZ I ŁZY

Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek płakać na jodze? Pytam poważnie. Mam na myśli łzy nie ze śmiechu, niemocy czy bólu (oby te ostatnie nigdy nie!) tylko po prostu znikąd, bez powodu. Ostatnio po zajęciach podeszła do mnie jedna z uczennic i spytała czy to jest normalne, że się popłakała na Savasanie i dlaczego tak się stało…. Tak , jest to jak najbardziej normalne odczucie, ale potrzebuję małego wstępu, aby je wyjaśnić.


Kiedy przychodzimy na jogę zazwyczaj chcemy się wzmocnić fizycznie i trochę rozciągnąć ciało, rzadko porusza się wtedy aspekt psychiczny, gdyż jeszcze nie mamy świadomości jak ten spokój ma u nas wyglądać. Zaczynamy od prostych pozycji na których się koncentrujemy, ale pamiętajmy, że asany to nie tylko anatomia ciała i prawidłowe jego ułożenie. Praktyka jogi otwiera nam tak zwane trzecie oko, dzięki któremu uczymy się słuchać samych siebie. Kiedy już uświadomimy sobie na czym polega nasze zadanie na macie i będziemy potrafili świadomie ćwiczyć oraz w 100% zaangażować się w to co robimy, wtedy przychodzi czas na obserwację umysłu. I tu zaczyna się prawdziwy cel naszej podróży. Spojrzenie wgłąb siebie, w swoje emocje, rzeczy, które mamy do przerobienia, bądź z którymi cały czas się jeszcze borykamy, to wszystko wyzwala w nas silne uczucia, a te z kolei muszą mieć gdzieś swoje ujście. Jedni się śmieją, drudzy głośno narzekają jak ich boli, ponieważ potrzebują atencji, a inni po prostu płaczą, jest kwestia wyrażenia ekspresji. I nie ma w tym nic złego, ponieważ płacz jest naturalną reakcją na silne emocje. Przynosi ulgę i ukojenie.

Czy zauważyłaś kiedyś  jaki spokój  Cię ogarnia, kiedy już skończysz płakać? Ten stan nazywa się oczyszczeniem. Razem z płaczem wychodzą emocje, które się w nas nie mieszczą i które nas przeciążają. I to wcale nie oznacza, że jesteśmy słabi! Nie wyrażając swoich odczuć narażamy nasz organizm na chroniczny stres, napięcie mięśniowe a nawet stany depresyjne. Jeżeli zdarzy Ci się kiedyś takie doznanie, to nie walcz z nim, nie wstydź się go, wypłacz się. Widocznie Twoje ciało tego potrzebuje. Najczęściej do takich sytuacji dochodzi na sesji wygięć, gdyż wtedy bardzo intensywnie otwieramy okolice serca, a więc obszar połączony silnie z naszą sferą uczuciową. Szczerze pisząc, to ja się kiedyś dosłownie rozryczałam  (jakkolwiek to brzmi) na Savasanie i było to tak mocne przeżycie, że w żaden sposób nie mogłam powstrzymać łez, które lały się ze mnie jak z kranu. A potem przyszedł spokój, taki całkowity, jak tafla morza i został u mnie po dziś dzień…
MOTTO NA DZIŚ:„Boże daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżniał jedno od drugiego…”

2 komentarze:

  1. Zdaża mi się popłakać na jodze. Raz pamiętam gdy zaraz po płaczu zaczęłam się śmiać, a raczej uśmiechać sama do siebie. Wtedy śmiałam się sama z siebie, że przed chwilą płakałam bez powodu. Nie rozumiałam co się stało. Po jakimś czasie usłyszałam od mojego nauczyciela, na początku zajęć gdy cała grupa usiadła do medytacji, że to normalne. Usłyszałam wtedy podobne rzeczy, o których teraz tu czytam. Jednocześnie próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatni raz się popłakałam na zajęciach....nie pamiętam. Może dlatego, że jest we mnie pewnogo rodzaju spokój, a może gdzieś zgubiłam swą uwagę i skupienie na zajęciach, w praktyce własnej lub po prostu na co dzień.
    Dziękuję za posta. Dał mi do myślenia ale jednocześnie uspokoił mnie.
    Bardzo spodobał mi się dobór cytatu do posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że raczej odnalazłaś spokój i wszystko zaczęło układać się w Twoim życiu dokładanie tak jak powinno. Dziękuję za szczery komentarz. Serdeczności.
      Miss Joga

      Usuń