niedziela, 27 września 2015

CHWILA ZWĄTPIENIA

5 rano, ciemno, zimno, wilki jakieś a  ja wstaję i jadę 300 km dalej na jogę. W Krakowie 13 stopni i deszcz, idę więc cała zmoknięta, bo oczywiście po co parasol zabrać z domu i zastanawiam się co ja tu właściwie robię. Przecież mogłabym teraz w ciepłym łóżeczku, z pyszną kawką i ukochanymi dziećmi spędzać sobie miłe popołudnie a ja z uporem maniaka nadal jeżdżę i się szkolę. Pierwsze zwątpienie tego dnia. Może już jestem za stara na takie wycieczki? Może za sztywne mam plecy do niektórych asan? Ok idę dalej. Sesja zaczęła się sekwencją egzaminową. Po ok 40 minutach zrobiło mi się słabo, zakręciło w głowie, pot lał ciurkiem po plecach a nie byliśmy jeszcze w połowie zajęć. Zwątpienie numer dwa. Czy jestem tu gdzie na pewno powinnam być w tej chwili?! Czy dam radę? Sama sobie od razu odpowiadam - oczywiście, że dam radę! Muszę tylko wziąć się w garść i przestać użalać nad sobą. Myślałam, że tylko ja tak mocno odczułam pracę w ciele, ale po minach innych nauczycieli widziałam, że mają podobne myśli do moich, cóż zawsze powtarzałam, że w grupie raźniej się praktykuje ;) Przerwa omówienie i kolejna joga. Szczerze pisząc myślałam, a raczej liczyliśmy na to, że będzie ciut lżej. Pobożne życzenia. Ciało płonie, uda i barki ledwo żyją. 
Długie stojaki i niekończące się wygięcia, mostki, otwieranie okolic serca, Jezu już czuję jak jutro się będę czuła… Na koniec jedna z nauczycielek podeszła do mnie i powiedziała, że była to najcięższa sesja  jaką miała ever. Jeden dzień trzy zwątpienia i to takie konkretne. Patrząc na nie z perspektywy kilkunastu godzin wiem jedno, nie warto nigdy ale to nigdy rezygnować. Nawet jak się nie ma siły, ledwo żyje i łzy płyną do oczu. Już się ogarnęłam, wypiłam kilka kaw i już jest ok. To były tylko złe momenty, które już przeminęły. Oby było ich w naszym życiu jak najmniej. Jadę dalej.
Miłego wieczoru. 
Miss Joga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz