wtorek, 3 lutego 2015

DROGA


Zdaję sobie sprawę, że wczorajsza sekwencja do najłatwiejszych nie należy. Może nawet nie tyle samo wykonanie asan o ile utrzymanie się w pozycjach przez minutę na każdą stronę. Dlatego namawiam Was, abyście porządnie rozciągali nogi, codziennie. Nie ma znaczenia gdzie jesteście czy jest to przymierzalnia w sklepie, park czy też stok narciarski. Wszędzie znajdziecie kawałek ściany, bądź oparcia, które pozwoli otworzyć Wam tyły nóg. W niedzielę wróciłam z Krakowa, gdzie byłam na lekcjach u mojego Guru. Trochę się sesja jogi przedłużyła z planowanych 2,5 godzin do 3,2 ale uwierzcie mi, nadchodzi taki moment kiedy czas przestaje mieć znaczenie na sali… Generalnie po 2 dniach intensywnej praktyki jak wróciłam do domu i chciałam usiąść w Svastikasanie (czyli po polsku „po turecku”;) aby napisać dla Was posta na poniedziałek to nie byłam w stanie, ponieważ nie było mięśnia w moim ciele, którego bym nie czuła. Miałam do wyboru: albo na drugi dzień chodzić jak paralityk albo po prostu poćwiczyć joge. Nie mówię, że było specjalnie łatwo, ale mogłam potem przynajmniej normalnie funkcjonować. I to też Wam polecam. Jeśli czujecie mięśnie, macie zakwasy, to najlepszym panaceum jest kolejna praktyka. Nie odpuszczajcie, nigdy! W ten weekend zrobiłam kilka asan (w mojej ocenie troszku zaawansowanych) po raz pierwszy w życiu! Nie zdawałam sobie sprawy, że mogę i moje ciało jest już na to gotowe. Życie czasami zaskakuje. Jednocześnie wróciłam z wielką pokorą jak długa i pełna niespodzianek droga jest jeszcze przede mną. Mam nadzieję, dzielić się z Wami zarówno doświadczeniem na niej zdobytym jak i pięknymi widokami...

MOTTO NA DZIŚ: „Są dwa rodzaje bólu na tym świecie: ból, który Cię rani i ból, który Cię zmienia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz